wtorek, 4 stycznia 2011

Kankakee Public Library 2.0

O tej bibliotece słyszeliśmy już wcześniej. Z pewnością nie tylko my. Biblioteka publiczna w mieście Kankakee, w stanie Illinois to jedna z pierwszych bibliotek, która z powodzeniem zastosowała w swojej działalności narzędzia i technologie Web 2.0. Podcasty i wideocasty, czyli zapisy audio i wideo organizowanych przez bibliotekę wydarzeń, dostępne są na stronie WWW biblioteki od 2005 roku, biblioteka prowadzi też kilka blogów, wspólnie z mieszkańcami miasta redaguje lokalną wikipedię KanWiki, wykorzystuje społecznościowy serwis fotograficzny Flickr  i oczywiście Facebooka. Na stronie WWW biblioteki w Kankakee jej nazwa została opatrzona dopiskiem „2.0”.

Sama strona jest zresztą dynamiczna, kolorowa i umiejętnie zaprojektowana – tak aby każdy użytkownik znalazł na niej coś dla siebie. Wirtualny „dział dla młodzieży” pod nazwą „Teenzone”  powstał z myślą o nastoletnich czytelnikach. Interfejs kojarzy się z grą komputerową, a sam projekt niewątpliwie przykuwa – nie tylko nastoletni – wzrok.

Katalog biblioteki jest częścią większego systemu – PrairieCat, łączącego zasoby 186 bibliotek z północnej części stanu Illinois i wschodniej części stanu Iowa. PrairieCat nie oferuje tak wielu usług, jak opisany wcześniej na naszym blogu Szlak Lincolna, lecz pozwala na jednoczesne przeszukiwanie zbiorów współpracujących bibliotek. Ponadto w systemie zostało wykorzystane ciekawe oprogramowanie – AquaBrowser, dające możliwość zaawansowanych wyszukiwań, a także prezentacji wyników w postaci graficznego tezaurusa i w podziale na kategorie tematyczne.

Wizyta w Kankakee Public Library była dla nas niezwykle interesująca, pozwoliła bowiem skonfrontować wyobrażenia o tej „dwuzerowej” bibliotece z analogową rzeczywistością.

Kankakee leży na trasie z Champaign do Chicago. Jest to miasto o populacji ok. 27 tys. osób, będące stolicą hrabstwa o tej samej nazwie. Mieszkańcy Kankakee są w połowie rasy białej, w połowie kolorowej, w ok. 10 % jest to ludność latynoska. Nie mają wysokich dochodów, a wielu z nich to osoby ubogie.

Po przekroczeniu progu Kankakee Public Library jesteśmy świadkami przygotowań do świątecznego kiermaszu. W tej bibliotece także – podobnie jak w poprzednio przez nas odwiedzonych – wyeksponowane są świąteczne ozdoby. Liczne choinki, stroiki, zabawki, gwiazdy betlejemskie, pudełka na listy do św. Mikołaja, bibliotekarka za ladą w czerwonej, mikołajowej czapce – wszystko to wprowadza gości w miły świąteczny nastrój. Przybywają wystawcy – lokalni twórcy i sprzedawcy, by na swoich stoiskach zaprezentować świąteczne ozdoby, wyroby i dzieła miejscowego rzemiosła.
 
Budynek biblioteki jest okazały. Może nie aż tak, jak w Champaign, ale i tak robi wrażenie. Dostrzegamy mnóstwo drobnych, ciekawych pomysłów aranżacyjnych, promocyjnych i pomysłów na zaangażowanie lokalnej społeczności. Jednym z nich jest choinka z zawieszonymi na niej darami od czytelników dla najuboższych mieszkańców – pisał o niej Remigiusz Lis w swoim przedświątecznym poście Choinka 2.0. Biblioteka w Kankakee, Illinois.

Jednym z najciekawszych pomysłów w tej bibliotece jest wyeksponowanie logo - znaku graficznego biblioteki w Kankakee w różnych miejscach bibliotecznej przestrzeni – zarówno fizycznej, jak i wirtualnej, a także społecznej. Znak i jednocześnie symbol biblioteki w Kankakee jest niebagatelny i sam w sobie posiada moc: widnieje na nim lew. Dwa potężne lwy – XIX-wieczne rzeźby z żelaza, pochodzące z Chicago, witają gości przed wejściem do budynku biblioteki. Wizerunek lwa obecny jest na bibliotecznych meblach, dywanie, ściennym malowidle, dekoracjach, napisach informujacych o godzinach otwarcia i oczywiście na stronie WWW. Co roku z okazji Świąt Bożego Narodzenia odbywa się uroczysta ceremonia z udziałem czytelników biblioteki dekorowania bibliotecznych lwów świątecznymi wieńcami. Lwy biorą też „udział” w różnych wydarzeniach plenerowych,  organizowanych przez bibliotekę. W bibliotecznym sklepie można nabyć koszulki, kubki, torby, a nawet zegar ścienny z wizerunkiem lwa z Kankakee. Zapytany o wszechobecność bibliotecznej „maskotki” dyrektor Steven Bertrand z uśmiechem odpowiada: „Branding, branding…”. Oczywiste jest, że te działania, choć pozornie wydają się zabawą, mają jasno określony cel: kreowanie marki biblioteki.


Biblioteczna sala widowiskowa może pomieścić ponad 200 osób – to tu odbywają się imprezy kulturalne i wydarzenia z udziałem społeczności. Obok znajduje się dyżurka ze sprzętem do rejestracji podcastów i wideocastów, a nieopodal – poczekalnia dla „VIP-ów”, w którym goście biblioteki czekają i przygotowują się do występów. Zapytany o początki eksperymentu z podcastami, Steven Bertrand opowiada o imprezach, w których fizycznie uczestniczyło kilkanaście osób. Zamiast się martwić lub – co gorsza – rezygnować z imprez, postanowiono je rejestrować i zamieszczać w sieci. Po publikacji podcastu okazuje się, że korzystało z niego (a więc wirtualnie uczestniczyło w bibliotecznej imprezie)… kilkaset osób.


Ale biblioteka w Kankakee to nie tylko podcasty. Rozmowa z dyrektorem Stevenem i obserwacja różnych bibliotecznych zakamarków pokazują, że współpraca ze społecznością jest ważnym elementem działalności biblioteki. Przede wszystkim współpraca z dziećmi i młodzieżą. Podobnie jak w odwiedzonej przez nas na początku wyprawy bibliotece w Arlington, w Kankakee także działa Młodzieżowa (właśc. Nastoletnia) Grupa Doradcza, czyli Teen Advisory Board, której członkowie wspólnie z bibliotekarzami przygotowują i oceniają pomysły na działalność biblioteki. Jest w bibliotece specjalna sala, gdzie prowadzi się zajęcia warsztatowe i gdzie wspólnie z młodzieżą wykonywane są różne wyroby rzemieślnicze, ozdoby czy dekoracje.

Ciekawą i godną polecenia formą pracy z dziećmi i młodzieżą w Kankakee Public Library są zajęcia edukacji medialnej prowadzone w ramach cyklicznych programów Project Next Generation i Studio 201. Biblioteka posiada salę komputerową (Studio 201), wyposażoną w nowe, „wypasione” komputery Macintosh oraz sprzęt i oprogramowanie do obróbki multimediów. Zakup wyposażenia sfinansowano z grantu stanowego. Salę i wyposażenie wykorzystuje się podczas warsztatów dla dzieci i młodzieży, szczególnie z ubogich rodzin, które nie mogą sobie pozwolić na tak drogi sprzęt. Dla takich młodych osób jedyną okazją do nauczenia się obsługi Maca i programów Apple'a są zajęcia w bibliotece. W ramach projektu prowadzone są warsztaty tworzenia zdjęć i filmów, obróbki, edycji i montażu. Podczas zajęć poruszane są ważne problemy społeczne. W roku 2010 tematyką fotograficznych i filmowych projektów był problem rozbitych rodzin, uciekinierów i osób, które straciły dom  z różnych przyczyn, także w wyniku konfliktów zbrojnych. Młodzi uczestnicy z Kankakee (w wieku od 10 do 17 lat) dyskutowali w grupach wraz ze swoimi rówieśnikami z Kolumbii – kraju dotkniętego wojnami narkotykowymi na temat problemów osób zmuszonych do zmiany miejsca zamieszkania z powodu wojny, konfliktu lub klęsk żywiołowych. Informacje o projekcie i prace uczestników dostępne są na stronie Project Next Generation 2010.

 

Godną uwagi inicjatywą biblioteki jest także projekt „Rock the Stacks” - organizacja dwudniowych muzycznych koncertów rockowych na żywo z udziałem lokalnych artystów. Zdjęcia z imprezy w roku 2009 dostępne są na profilu akcji na Facebooku. 

Przykład biblioteki w Kankakee dobitnie pokazuje, że współczesna biblioteka publiczna ma znacznie szersze i bardziej zróżnicowane zadania niż wypożyczanie książek. I realizuje je z korzyścią dla lokalnej społeczności i z jej aktywnym udziałem. Oczywiście w tej bibliotece nie brakuje tradycyjnych książek. Ani multimediów. Nie brakuje też użytkowników. Gdy przeprowadzaliśmy transmisję na żywo z Kankakee Public Library, młodzi czytelnicy przyglądali się nam z zaciekawieniem, uśmiechali się i machali do kamery pozdrawiając polskich bibliotekarzy. Wydawali się być we właściwym miejscu i czasie…

Agnieszka Koszowska - FRSI

niedziela, 2 stycznia 2011

Dla pełnego obrazu, czyli … O nie takiej perfekcyjnej bibliotece szkolnej w Chicago

Uroda wyprawy BiblioLabu polegała także na tym, że nie wszystkie biblioteki, które znalazły się w programie naszych wizyt, były perfekcyjne. Z pewnością daleka od ideału była biblioteka tzw. magnet school im. Galileusza w Chicago. Nie wchodząc w tym miejscu w stosunkowo skomplikowany koncept „szkół magnetycznych”, można ją krótko scharakteryzować jako wielkomiejskie gimnazjum, specjalizujące się przedmiotach matematyczno-przyrodniczych, do którego uczęszczają dzieci z niezamożnej części społeczności Wietrznego Miasta (tak określa się w USA Chicago!). Do gimnazjum Galileusza chodzi więc ok. 800 dzieci - 75% dzieci latynoskich, 20% afroamerykańskich, kilka procent dzieci azjatyckich i kilkoro (sic!) dzieci białych (czy też jak kto woli rasy kaukaskiej).

Pomieszczenia biblioteczne są nawet spore, a nawet ma się wrażenie, że ZBYT spore… Jakoś tak tam pustawo… Na suficie spory kawał malowniczo odpadającego tynku. Bibliotekarka na wstępie wyznaje, że nie wie jeszcze wszystkiego o swojej placówce, jest tutaj zatrudniona dopiero od września, może się jednak pochwalić studiami bibliotekarskimi, wcześniejszym zatrudnieniem w innej bibliotece szkolnej i działaniem w miejskiej (kuratoryjnej?) komisji ds. bibliotek szkolnych jako instruktor. Prowadzi także bloga.




Biblioteka nie ma własnych komputerów, ale ma dostęp do przewoźnego zestawu laptopów, z których korzysta cała szkoła. Na tych laptopach można jednak prowadzić zajęcia. Bibliotekarka pytana o różne formy działalności z widocznym zakłopotaniem wyznaje, że niewiele się dzieje… Nie prowadzi booktalkingu, nie współpracuje z bardzo blisko usytuowaną biblioteką publiczną („bo oni mają niedogodne godziny otwarcia!”). Pytana o jakieś formy pracy bibliotecznej odpowiadające na rasową strukturę szkoły (prace na rzecz tolerancji, wzajemnego poznania etc.) wydaje się nie rozumieć w czym rzecz. Nie bardzo również ma pomysł na politykę budowania księgozbioru. Co ważne: biblioteka – inaczej jak w placówce w Paris - jest całkowicie odciążona od wypożyczania lektur – robią to nauczyciele „przedmiotowi!”.

Największa część pracy bibliotekarki to skontrum (ale po jego przeprowadzeniu dalej nie była pewna czy książek w bibliotece jest 6 czy 4,5 tysiąca egzemplarzy …) oraz wprowadzanie książek do nowego OPACa, zawierającego informacje o kolekcji bibliotek całego systemu szkolnego w Chicago. Nawiasem: ten OPAC centralny jest bardzo w stylu 2.0: pozwala na „gwiazdkowanie”, tagowanie,, wpisywanie własnych recenzji dla starszych, dla młodszych oferowana jest wersja OPAC taka bardziej ilustracyjna. Całość zdecydowanie warta obejrzenia!

Po wcześniejszym odwiedzeniu fantastycznego centrum medialnego w szkole podstawowej w Paris nietrudno byłoby ocenić b. nisko jakość pracy biblioteki w Galileo. Wziąwszy jednak pod uwagę ZUPEŁNIE inne środowisko w którym chicagowska szkoła pracuje, inną zasobność szkoły oraz staż pracy bibliotekarki … lepiej się pewnie powstrzymać przed zbyt krytycznymi ocenami!


dr Michał Zając, Uniwersytet Warszawski. Instytut Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych 

wtorek, 28 grudnia 2010

Amerykańskie biblioteki szkolne i zjawisko book-talkingu

Wśród bibliotek, które mieliśmy okazję odwiedzić podczas naszej dziesięciodniowej wizyty w USA, znalazły się także dwie szkolne książnice (w Paryżu i Chicago). Pierwsza z nich została przedstawiona już wcześniej, w poście Agnieszki i Michała pt. Media Center – pod tą nazwą poznajemy prowincjonalną bibliotekę szkolną w Paris.

W swoim poście nie chciałbym się skupiać na charakterystyce czy porównaniu tych instytucji. Pomimo że różnice pomiędzy tymi dwoma placówkami były wyraźnie widoczne (zwłaszcza w odniesieniu do możliwości działania, zapału pracowników, umiejętności współpracy), wolałbym raczej odnieść się do sposobów wykorzystywanych w trakcie przysposobienia czytelnika do obcowania z tradycyjną książką, jak również multimedialnych narzędzi ułatwiających dostęp do aktualnej i łatwej do przyswojenia przez młodego człowieka informacji o wybranych wydawnictwach.

Wchodząc do pomieszczenia biblioteki szkolnej w Paryżu byliśmy świadkami prowadzenia przez bibliotekarkę lekcji, w ramach której posługiwała się ona trailerem (filmową zapowiedzią) książki Suzanne Collins „Igrzyska śmierci”. Skorzystanie z multimedialnego przekazu w ramach zajęć (projektor plus dobre nagłośnienie), miało na celu zachęcenie grupy uczniów do przeczytania tej powieści. Jednak – jak się później okazało – wykorzystany podczas lekcji bibliotecznej trailer był tylko jednym z elementów wchodzących w skład szerszego zjawiska dotyczącego prezentacji książek i promocji czytelnictwa. Zjawisko to najczęściej nazywane jest book-talkingiem, swoistą rozmową, a z drugiej strony prezentacją czy fragmentarycznym „odkrywaniem” tajemnic, jakie kryją się pomiędzy okładkami wybranej książki. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że prezentacja ta ma dość specyficzny charakter.

Zjawisko book-talkingu znane jest również polskim bibliotekarzom, o czym świadczyć mogą internetowe strony poświęcone temu problemowi (zob. tutaj i tutaj).



Book-tallking to jedna z metod promowania książek, zwłaszcza (choć nie tylko) wśród młodszych czytelników. Ze względu na czas trwania poszczególnych prezentacji (3–5 minut) często porównywany jest do swoistego spotu reklamowego, w ramach którego w oryginalny i kreatywny sposób przedstawiane są ciekawe pozycje wydawnicze. Warto zaznaczyć, że book-talk nie jest recenzją książki, streszczeniem czy też jej krytyczną analizą. Jest to raczej przedstawienie przez bibliotekarza pewnych faktów, ciekawych fragmentów, sylwetek bohaterów, ale w taki sposób aby w jak największym stopniu zachęcić odbiorcę do przeczytania danej lektury. Dlatego też nieodłączną częścią tego rodzaju przekazu powinna być swoista tajemnica spowijająca fabułę książki oraz przyciągające uwagę pytania, na które odpowiedzieć możemy tylko po jej wcześniejszym przeczytaniu. Podkreśla się także, że do prawidłowo przygotowanego book-talk’a niezbędny jest czytelniczy entuzjazm osoby przedstawiającej dany tytuł. Bez tego elementu dość nikłe są szanse na efektywne zachęcenie młodej osoby do przeczytania „reklamowanej” lektury.


Lekcja biblioteczna w bibliotece szkolnej w Paryżu

Book-talking na stałe zadomowił się również w zjawisku kojarzonym z wykorzystaniem przez bibliotekę interaktywnych, społecznościowych narzędzi (tzw. zjawisko Library 2.0). Wystarczy choćby spojrzeć na zasoby serwisu YouTube, gdzie po wpisaniu w okno wyszukiwarki terminu „book talk” otrzymujemy ponad 2000 wyników, z których dość duża ilość to krótkie sekwencje wideo reklamujące książki dla dzieci i młodzieży, ale nagrane właśnie przez pracowników amerykańskich szkolnych oraz publicznych bibliotek. Na uwagę zasługują również book-talki przygotowane przez samych użytkowników tych instytucji. Przykładem może być tutaj zbiór audycji stworzonych i udostępnionych on-line przez bibliotekę publiczną w Appleton. Mi najbardziej przypadła do gustu prezentacja – autorstwa dwójki młodych czytelników - książki Meg Cabot (All-American Girl).



Z drugiej strony, oprócz wykorzystania audiowizualnych sposobów prezentacji ciekawych wydawnictw w Internecie, natrafić możemy także na dźwiękowe audycje (podcasty) reklamujące interesujące książki i będące w swojej istocie niczym innym niż właśnie zbiorami pogrupowanych book-talków. Przykładami szkolnych bibliotek, które wdrożyły tego rodzaju rozwiązania są New Hampshire School Library (Booktalk Nancy Kean „BookTalks Quick and Simple”) czy The Hopkinton High School Library w Contoocook w New Hampshire („Isinglass Booktalk Podcast” autorstwa Shelly Lockhead). W tym przypadku każdy z nas może pobrać wybrane audycje do pamięci telefonu komórkowego, przenośnego odtwarzacza MP3 czy wymienianego we wcześniejszych postach iPad’a ;) i odsłuchać w dogodnej dla siebie chwili.

Więcej na temat trailerów filmowych oraz book-talków tworzonych na potrzeby prezentacji wydawnictw dla dzieci i młodzieży można dowiedzieć się z publikacji autorstwa Michała Zająca i jego blogu „Zajęcza Nora”. Najnowsze wideo-zapowiedzi książek dostępne są zawsze na stronie telewizji internetowej ksiazki.tv. 

Polecam także krótki kurs, w jaki sposób stworzyć atrakcyjnego wizualnie wideo book-talk’a za pomocą prostego, darmowego programu Microsoft’s Photo Story. Warto także zapoznać się ze wskazówkami dotyczącymi elementów składowych i struktury book-talków oraz instrukcją przydatną w procesie ich tworzenia.

Grzegorz Gmiterek IBiN UMCS w Lublinie

środa, 22 grudnia 2010

Choinka 2.0. Biblioteka w Kankakee, Illinois

Roi się ostatnio w sieci od postów i obrazków choinek świątecznych  wykonanych z "materiałów bibliotecznych". Ostatnio przedstawił taką serię Pulowerek. Choinki ładne, pomysłowe, w dodatku obalające mit o nienaruszalności integralności bibliotecznych dokumentów - krótko mówiąc (jak mawiają na Pulowerku) choinki to wypasione. 

Kosztują z pewnością sporo pracy oraz owych dokumentów, tak że choinkowe szaleństwo mogłoby doprowadzić do upadku niejeden księgozbiór małej biblioteki. Przedstawiamy (tj. transmitujemy, podkreślając autorstwo bibliotekarzy z Kankakee) pomysł na biblioteczną choinkę może mniej wizualnie efektowny i może na pierwszy rzut oka mało zrozumiały. Przygotowali ją bibliotekarze z biblioteki publicznej w Kankakee, w postaci ... zwykłej choinki oraz pewnego skromnego ogłoszenia dla czytelników. Uwaga, uwaga - to prawdziwa analogowa 

Choinka 2.0. 

W dodatku niskobudżetowa (tylko drzewko, kawałek papieru, wydruk i zupełnie niedrogi pomysł). 

Analogowa Choinka 2.0
"Pomóż nam rozprzestrzenić świąteczny nastrój
Prosimy, podaruj rękawiczki, szalik lub czapkę
i zawieś je na naszym Drzewku.
Wszystkie podarowane rzeczy zostaną przekazane
potrzebującym rodzinom w okolicy"
 Z pozdrowieniami dla wszystkich choinkowych innowatorów i ich wdzięcznych czytelników ;).


Remigiusz Lis, Biblioteka Śląska



"Długi ogon", "pamięć świata" i "biblioteka ostatniej książki" - czyli Center for Research Libraries

Jednym z punktów naszej wizyty było Center for Research Libraries z siedzibą w Chicago, bardzo ciekawa instytucja non-profit, pracująca na rzecz bibliotek i instytucji naukowych. Organizacja ta wyłoniła się z ustanowionego w 1949 roku Midwest Inter-Library Center, konsorcjum powołanego pierwotnie przez 10 bibliotek USA jako "cooperative interlibrary center", służącego współdzieleniu zasobów bibliotecznych. W latach 50-tych MILC poszerzyła zainteresowania i zaczęła aktywnie włączać do gromadzonych zasobów dokumenty prawne amerykańskich urzędów stanowych i lokalnych. W zakres działań MILC weszły także subskrypcje około 300 czasopism, rzadko wykorzystywanych przez poszczególnych uczestników konsorcjum oraz zbiór dokumentów rządowych państw Środkowego Wschodu i Południowej Azji oraz nieamerykańskie dysertacje oraz wydawnictwa dokumentujące życie polityczne regionów rozwijających się.


W latach 60-tych organizacja otworzyła się na inne inicjatywy narodowe, przyjmując nazwę Center for Research Libraries. Obecnie CRL zrzesza ponad 250 instytucji (większość amerykańskich i kanadyjskich), zainteresowanych gromadzeniem i współdzieleniem zasobów. 




Główne zadania CRL polegają na zapewnieniu akademickim ośrodkom dostępu do specjalistycznych materiałów i publikacji, których samodzielny zakup oznacza spore wydatki, lecz niekoniecznie są one często wykorzystywane. Przez dostęp rozumie się tu szereg usług, jak wypożyczalnia międzybiblioteczna, zakup na żądanie (właściwie - żądanie zakupu), digitalizacja na żądanie (ok. 5 dni), udostępnienie na miejscu, usługi informacyjne. Środki na zakup tych materiałów CRL pozyskuje ze składek uczestników, donacji partnerskich fundacji oraz opłat pobieranych za wyżej wymienione usługi dostępu do zasobu - od instytucji niebędących członkami CRL. 

Zadaniem CRL jest więc skoordynowana (a więc obniżająca koszty) obsługa "długiego ogona" publikacji niszowych, rzadkich i specjalistycznych. Takie publikacje w polityce zakupowej bibliotek akademickich zazwyczaj przegrywają z publikacjami wykorzystywanymi przez większe grupy użytkowników. CRL, prócz powyższych usług, zapewnia także uczestnikom koordynację wspólnych zakupów owych materiałów, które następnie są udostępniane przez CRL na zasadzie wypożyczenia lub po digitalizacji. 

Jednym z ciekawych wątków działalności CRL jest gromadzenie rzadko używanych części lub zamkniętych kolekcji archiwaliów takich jak materiały z rządowych archiwów USA i Wielkiej Brytanii, czy zbioru archiwalnego reżimu kambodżańskich Czerwonych Khmerów.



Zasady finansowania i wkład poszczególnych uczestników jest uzależniony od wielkości nakładów na zakup ich własnych zbiorów, natomiast zasady korzystania są równe dla wszystkich. Materiały są przechowywane w postaci papierowej, mikroform, oraz cyfrowej. Materiały analogowe przesyłane są pocztą kurierską (co trwa do dwóch dni) do instytucji zamawiającej, która ma 3 miesiące na skorzystanie (z możliwością przedłużania) z nich i zwrot. W przypadku "kolizji dostępu" (po wypożyczony materiał zgłasza się inna instytucja), wypożyczający ma 15 dni na przesłanie go zgłaszającemu. 





CRL prowadzi także swój program digitalizacji, w ramach którego tworzone są zasoby na żądanie uczestników (75% zasobu) oraz zasób według własnego programu cyfryzacji (25%). Powstaje w ten sposób biblioteka cyfrowa (ponad 700 tys. stron rocznie, formaty TIFF, PDF), z której mogą korzystać członkowie i użytkownicy instytucji CRL. Amerykańskie prawo autorskie jest łaskawsze niż europejska wersja - choć cyfrowy zasób tworzony z materiałów objętych prawem autorskim nie może udostępniany publicznie, to cyfrowe kopie mogą być ściągane z sieci przez wszystkich, także indywidualnych, zarejestrowanych użytkowników instytucji korzystających z systemu.



CRL ostatnio rozszerzył swą działaność o usługę, którą można nazwać usługą "ostatniej książki", a która jest związana z postępującą elektronizacją komunikacji naukowej. Uczestnicy CRL, którzy posiadają dostęp do potrzebnych baz, książek i czasopism w wersji elektronicznej, pozbywają się papierowych wersji tych materiałów. By zapewnić "żelazną kopię", w CRL zachowywany jest jeden egzemplarz tych materiałów, na zasadzie papierowego backup'u.

Obecnie CRL przechowuje m. in. ponad 1 mln dokumentów archiwalnych, 800 tys. prac doktorskich spoza USA i Kanady, setki tysięcy publikacji agend rządowych z ponad 100 krajów świata, około pół miliona monografii z różnych dziedzin nauki, 10 tys. tytułów czasopism większości krajów świata, ok. 1800 tytułów czasopism amerykańskich grup etnicznych/narodowych oraz 66,5 tys. wydawnictw ciągłych począwszy od XIX wieku do połowy wieku XX - nauk ścisłych, medycyny, techniki, czy rolnictwa z południowej Azji oraz Rosyjskiej Akademii Nauk. Prócz materiałów z Ameryki Północnej zbiory CRL pochodzą głównie z Afryki, Środkowego Wschodu, Południowej i Południowo-Wschodniej Azji i Ameryki Południowej.

Spotkanie w CRL prowadził James Simon, dyrektor wykonawczy ds. zasobów międzynarodowych. Jak na przedstawiciela instytucji aktywnie poszukującej zasobów i uczestników konsorcjum przystało - zaprosił do uczestnictwa w CRL polskie instytucje naukowe. Wspomniał o szerokim zakresie współpracy, także na polu digitalizacji. Ponieważ Jamesa interesował szczególnie dostęp do czasopism, (ewentualnie agregacja metadanych różnych serwisów), niezwłocznie zaprezentowaliśmy mu naszą Federację Bibliotek Cyfrowych. Niestety serwisy CRL jak dotąd nie obsługują protokołu OAI-PMH, ale kto wie, co będzie niebawem ;).

Nie sposób oprzeć się kilku luźnym i nieuczesanym refleksjom.

Po pierwsze: CRL jest dowodem, jak udana kooperacja pozwala stworzyć wyjątkową instytucję, gromadzącą zasoby niszowe i unikalne, zręcznie wkomponowaną w deficytowe obszary akademickiego bibliotekarstwa. W pewnym nagromadzeniu jej zasoby mogą zapewnić i zapewniają znaczną przewagę nauce (i zapewne polityce) amerykańskiej, kanadyjskiej i tych państw, których instytucje do CRL należą.

Po drugie: kooperatywne finansowanie może sprawić, że to w CRL znajdą się jedyne ocalone egzemplarze dzieł z tych regionów świata, gdzie postulat zachowania dokumentów i potrzeba pamięci nie jest tak ugruntowana, jak w kulturze zachodniej.

Po trzecie: czyż to nie w podobnych akademickich pomysłach tkwią prakorzenie przedsięwzięć takich jak np. Internet Archive, czy Google?

Po czwarte: CRL stanowi dość łopatologiczną ilustrację zasady: współpracuj albo płać (dużo więcej).

Z ostatniej chwili ;):
Ujęty pomysłowością i organizacją tak rozległej inicjatywy, pozwalam sobie wkleić fragment otrzymanego listu, z zaproszeniem do zapoznania się z CRL i ponownym - do współpracy:

"We were so glad to host you during your recent visit to the Center for Research Libraries. [...] If you’d like to read more about CRL, you can visit our website at www.crl.edu  You may also like to search our online catalog at http://catalog.crl.edu/search~S1/X (advanced search), as James demonstrated when you were here.
We look forward to answering any questions you may have about CRL and its collection, and we would certainly welcome any expressions of interest in joining our network of libraries.
Best wishes to all for a happy holiday season,

Judy Alspach
International Resources Project Coordinator"

Także z życzeniami wszelkiej pomyślności dla bibliotekarzy polskich i amerykańskich, z okazji najbliższej i kolejnych .... ;)

Remigiusz Lis, Biblioteka Śląska



wtorek, 21 grudnia 2010

Szampańska Biblioteka Publiczna – czyż nie?

Urbana–Champaign to dwa połączone ze sobą miasta, na terenie których leży Uniwersytet Stanu Illinois, uważany za jeden z najlepszych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych - wraz z kampusem oraz największą publiczną biblioteką uniwersytecką na świecie.

W Champaign odwiedzamy bibliotekę publiczną – Champaign Public Library, która od początku wydaje się nam biblioteką – nomen omen – „szampańską”. Jest na co popatrzeć i co pozwiedzać. Według naszej przewodniczki – dyrektorki Marshy Grove, bibliotekę w tym stosunkowo niewielkim mieście (o populacji ok. 75 tys.) odwiedza średnio ponad 2,5 tysiąca osób dziennie, a 60% mieszkańców posiada kartę biblioteczną. Ta biblioteka – dodaje Marsha Grove - jest „najlepszą rzeczą, jaka zdarzyła się miastu”.



Nowy, imponujący budynek został wzniesiony 3 lata temu. Przy okazji dowiadujemy się, jak w Ameryce pozyskuje się środki na tak nowoczesne i kosztowne (29 mln dolarów) biblioteczne inwestycje. Zastosowane rozwiązania są - jak dla nas - dość egzotyczne: miasto wyemitowało specjalne obligacje, został podniesiony lokalny podatek od sprzedaży i wprowadzone dodatkowe opłaty komunikacyjne. Nikt nie protestował – jest to w końcu biblioteka publiczna, należąca do wszystkich mieszkańców. Mieszkańcy nadal ją utrzymują: podstawowym źródłem finansowania biblioteki jest lokalny podatek od nieruchomości i od sprzedaży. Przy okazji naszej wizyty w Champaign jesteśmy namawiani przez dyrektorkę Marshę do robienia tu zakupów – oczywiście z przymrużeniem oka, ale… widać, że sprawy finansowe nie stanowią tu żadnej tajemnicy.

Biblioteka otwarta jest w godzinach: 9.00-21.00 (od poniedziałku do piątku), 9.00-18.00 (sobota) i 13.00-18.00 (niedziela) – w sumie 74 godziny w tygodniu. By sprostać obciążeniom kadrowym wynikającym z tak długiego czasu pracy, biblioteka musi posiłkować się wsparciem wolontariuszy: w minionym roku ochotnicy przepracowali tu 15 tysięcy godzin.


 



Biblioteczne wnętrza są nie tylko nowoczesne, lecz także – jak często bywa w nowych amerykańskich bibliotekach – estetyczne, przyjazne i funkcjonalne. Kuszą nas wygodne fotele, które zapraszają do tego, by na parę godzin zasiąść na nich z książką (lub - jak kto woli - z Kindle’m, iPadem, notebookiem…itd.) w dłoni. Dookoła wiele zakątków i zabawek dla najmłodszych, multimediów dla trochę starszych, książek dla każdego. Jest nawet specjalna sala przeznaczona dla dzieci lub dla hobbitów ;) – duzi ludzie muszą się schylić, by wejść do niej przez malutkie drzwi.





Książki dla najmłodszych dzieci wypożyczane są w "storybags" - specjalnych czerwonych torbach, które – zawieszone na osobnym regale z daleka przyciągają wzrok, można też włożyć do nich coś więcej niż książkę.


Korzystanie z biblioteki jest bezpłatne dla mieszkańców Champaign. Inni ponoszą roczną opłatę w wysokości 200 dolarów od rodziny – jest to (mniej więcej) wysokość średniej kwoty, odprowadzanej przez mieszkańców Champaign w postaci części podatku od nieruchomości, przeznaczonej na utrzymywanie biblioteki – źródło: news na stronie biblioteki).

Biblioteka ma też dodatkową ofertę – „wynajem” książek. Książki nowe, jeszcze ciepłe, bestsellery lub droższe, niż zazwyczaj, egzemplarze udostępniane są na dwa sposoby. Biblioteka kupuje przynajmniej dwa egzemplarze takiego tytułu i jeden jest udostępniany klasycznie, nieodpłatnie. Oczywiście czytelnicy muszą się liczyć z kolejką chętnych i tym, że na dostęp poczekają jakiś czas. Dlatego czytelnikom bardziej niecierpliwym, którzy chcieliby przeczytać książkę szybko, biblioteka oferuje możliwość  „wynajmu” dodatkowo zakupionych egzemplarzy chodliwego tytułu za 1 dolara na tydzień. Po okresie wzmożonej popularności, tytuły wracają do statusu zasobu udostępnianego nieodpłatnie, a ich nadmiar jest przez bibliotekę wyprzedawany. Książki „do wynajęcia” oznaczone są specjalną naklejką z napisem „rental - $1 / week” – „wynajęcie” / 1 dolar na tydzień.


Biblioteka posiada 87 komputerów dla czytelników. Rozglądamy się uważnie, lecz trudno jest znaleźć jakieś wolne stanowisko komputerowe. Prawie wszystkie zajęte są przez młodzież, dzieci, studentów (trwają właśnie egzaminy) i osoby starsze. Wielu użytkowników przychodzi do biblioteki z własnym sprzętem, by skorzystać z darmowego Internetu. Poprzedniego dnia z bibliotecznej sieci Wi-Fi korzystało jednocześnie 160 osób - przy takim obciążeniu zaczynała już spadać jej wydajność ;). Biblioteczne komputery wykorzystywane są w różnych celach – użytkownicy przeglądają Internet, korzystają z płatnych serwisów, których subskrypcję wykupiła biblioteka, Facebooka, YouTube, przygotowują CV, odbierają pocztę elektroniczną itd. 




Naszą uwagę przykuwa informacja o udostępnianych w bibliotece czytnikach Kindle. Nareszcie możemy zapytać o tę usługę. Biblioteka w Champaign posiada dwa Kindle i udostępnia je czytelnikom, ale… tylko na miejscu i tylko na 2 godziny. Na czytnikach są zakupione przez bibliotekę czasopisma, ponadto urządzenia są zabezpieczone – użytkownicy nie mają możliwości samodzielnego ściągania treści z księgarni Amazon.com. Dowiadujemy się, że wypożyczanie czytników przez biblioteki jest nadal kwestią problematyczną i nie znaleziono jeszcze satysfakcjonującego, jednolitego rozwiązania. W Chicago Public Library w ogóle zrezygnowano z tej usługi z powodu – jak usłyszeliśmy – braku zainteresowania. Dyrektorka z Champaign informuje nas jednak, że czytników e-booków biblioteka posiada więcej: jest Nook (czytnik księgarni Barnes & Noble), są czytniki Sony Reader, ale… do użytku służbowego dla pracowników, którzy „muszą być na czasie”.  

 


Oczywiście biblioteka w Champaign – tak jak pozostałe biblioteki współpracujące w ramach Szlaku Lincolna – oferuje usługę MyMediaMall. Dostępne zasoby (e-booki, audiobooki) można sobie sciągnąć nie tylko na własne komputery, lecz też na urządzenia mobilne. Na stronie głównej biblioteki jest w newsach informacja, które urządzenia współpracują z tą usługą oraz link do strony firmy OverDrive ze szczegółowymi danymi kompatybilnego sprzętu. 


Katalog online biblioteki w systemie Horizon – ze strony katalogu jest odsyłacz do strony MyMediaMall

Nasza wizyta kończy się zwiedzaniem pomieszczeń wewnętrznych biblioteki i podziwianiem urządzenia do automatycznego transportu i sortowania oddawanych przez czytelników zbiorów. Biblioteka jest samoobsługowa – użytkownicy samodzielnie wypożyczają i oddają biblioteczne materiały. 






Przyglądamy się książkom i filmom DVD wolno sunącym na taśmie transportera i zastanawiamy się, kiedy self-check będzie standardowym rozwiązaniem w polskich bibliotekach publicznych. I jak to wpłynie na organizację biblioteki: czy będzie mniej bibliotekarzy? Czy wydłużą się godziny otwarcia bibliotek? Jak zbiory zniosą kontakt z bezduszną maszyną (zauważamy kilka podniszczonych – prawdopodobnie przez transporter - książek)?

Tak czy inaczej – chcielibyśmy mieć w kraju dużo takich „szampańskich” bibliotek publicznych.

Agnieszka Koszowska - FRSI