czwartek, 16 grudnia 2010

Jak to działa w Ameryce?

Pisząc o amerykańskich bibliotekach publicznych nie sposób pominąć kwestii ich prawnego i społecznego umocowania, które wyznacza ich zadania i reguluje źródła utrzymania. Rozmowy z amerykańskimi bibliotekarzami, a także osobami zajmującymi się bibliotekami z urzędu, zarysowały nam obraz owego "otoczenia" biblioteki.


Organizacja (a zatem i finansowanie) amerykańskiego państwa oraz samorządów lokalnych (stanowe, powiatowe, miejskie) pod względem prawnym i administracyjnym jest bardzo .... minimalistyczna. Mówiąc w skrócie - najważniejsza jest lokalna, indywidualna i społeczna przedsiębiorczość i samoorganizacja. Dla zadań, dla których nie jest ona wystarczająca, potrzebne są władze samorządowe. Jeśli ich mandat nie wystarcza do rozwiązania problemów, jest tu miejsce dla władz stanowych. Pozostałymi kwestiami zajmują się władze federalne. Podsumowując - amerykańskie państwo, to struktura kształtowana oddolnie, świadomie eksponująca prawo obywateli do samorządności i samostanowienia. 

"Tanie państwo" i "tani samorząd" to pojęcia związane z innym podstawowym pojęciem: "podatnicy". Obywatele USA są obciążeni w największym wymiarze podatkami lokalnymi i mają mocne poczucie tego, że jakość ich życia zależy od nich samych. A aparat państwowy i samorządowy musi wykazywać, na co i z jakim efektem wykorzystuje uzyskane w podatkach fundusze. Jak wyjaśnił nam pewien tubylec, ceny w sklepach podawane są klientom netto dlatego, by płacąc brutto (z podatkiem)  każdorazowo wiedzieli, ile kosztuje ich administracja.

Spotkanie z burmistrzem Paris, Illinois
Przy okazji odwiedzin biblioteki w Paris, w stanie Illinois, mieliśmy przyjemność spotkać się z burmistrzem (mayor) tego miasteczka. Jest to niewielka miejscowość w powiecie (county) Edgar, licząca ok. 9 tys. mieszkańców. Rada miejska, łącznie z burmistrzem, składa się z ... 5 członków, wspieranych przez 3 głównych, profesjonalnych urzędników miejskich: prawnika, skarbnika i administratora miasta.

Jedną z głównych zasad władzy jest otwartość i transparentność. Oparta jest o ustawę stanu Illinois (każdy stan ma podobną), którą to regulację Amerykanie nazywają "sunshine law". Jest ona tak daleko posunięta, że członkowie zarządu miasta nie mogą rozmawiać o sprawach dotyczących obywateli w rozmowach prywatnych między sobą po pracy, czy w jakimś bardziej ograniczonym kręgu - bez udziału publiczności. Sesje rady miejskiej są otwarte dla obywateli, zaś ich terminy oraz proponowany program ogłaszane są w lokalnych mediach ze stosownym wyprzedzeniem.

Wszelkie wybory do władz miasta, a także na miejskie stanowiska są dokonywane jawnie i w procedurach konkursowych. Dyrektor biblioteki miejskiej jest (wg słów burmistrza) tak samo ważną osobą, jak komendant policji, czy straży pożarnej. Dlatego ważne jest, by była to osoba o odpowiednich kwalifikacjach. Ale jak się okazuje, ani rada miejska, ani burmistrz nie są najważniejsi w sprawach biblioteki!

Bardzo interesującym rozwiązaniem organizacyjnym, zapewniającym dobrą łączność z użytkownikami biblioteki, jest powoływanie w bibliotekach publicznych "rad bibliotecznych" (library board lub board of trustees). Liczą one od 6 do 10 członków i co roku kończy się kadencja 1/3 składu rady, który jest odnawiany. Rady złożone są z wolontariuszy, mieszkańców lokalnej społeczności, najczęściej przyjaciół biblioteki. Kompetencje rad są bardzo szerokie i są wykorzystywane na różne sposoby. Biblioteczni radni mają prawo ostatecznie zatwierdzać propozycje budżetu biblioteki, decydować o rozwoju kolekcji, weryfikować zgodność działań biblioteki z potrzebami społecznymi, oceniać miesięczne i roczne sprawozdania finansowe, opiniować pracę dyrektora oraz bardzo często ... zatrudniać go lub zwalniać. Członkowie rady lobbują też na rzecz biblioteki w imieniu jej użytkowników, pracowników i dyrektora u władz. Pozyskują fundusze prywatne i przyjaciół biblioteki oraz są jej ambasadorami. Rady stanowią więc ciało społecznej i politycznej kontroli, ale też i wsparcia biblioteki. O ważności rad bibliotecznych dla systemu bibliotekarstwa publicznego świadczą też spotykane w bibliotekach tablice poświęcone zasłużonym trustees. Przykład praw i obowiązków oraz wzajemnych relacji rady bibliotecznej  i dyrektora można znaleźć tutaj. Ponieważ biblioteczni radni najczęściej nie są bibliotekarskimi specjalistami, organizacje branżowe (stanowe, także narodowa ALA) dbają o ich przygotowanie, publikując podręczniki oraz realizując odpowiednie szkolenia i konferencje. 


Zasłużeni członkowie rad bibliotecznych bibliotek Paris i Christman
Rady biblioteczne stanowią więc element równoważący sieć lokalnych relacji władzy. Z jednej strony reprezentują interesy społeczności użytkowników i podatników, z drugiej walczą o budżet (konkurując np. z policją lub wodociągami) na posiedzeniach władz. Z trzeciej - kontrolują poczynania dyrektora i personelu biblioteki, by ci, w umiłowaniu hermetycznych reguł rzemiosła lub w imię jakichś niewydarzonych pomysłów,  nie oderwali się zbytnio od rzeczywistości i nie zapomnieli za czyje pieniądze i dla kogo właściwie pracują.

Nasze zdziwienie budzi fakt, potwierdzany kilkukrotnie w różnych miejscach wizyty, że istnienie bibliotek publicznych .... nie jest w USA gwarantowane prawnie. Nie ma prawa ponadlokalnego (federalnego, stanowego, powiatowego), które nakazywałoby ustanawiać i utrzymywać biblioteki publiczne. Także to, że biblioteka publiczna powinna być instytucją naprawdę publiczną, tj. świadczyć usługi nieodpłatnie, jest dla Amerykanów sprawą oczywistą. Jak słyszymy, wymuszane kryzysem próby ograniczania usług bibliotek spotykają się z żywymi protestami mieszkańców i stanowią nie lada gratkę dla mediów. 

Biblioteka jest, bo chcą tego mieszkańcy, godząc się na podatkowe obciążenie z tego tytułu i ustanawiając lokalne, prawne reguły jej działania. O ile bieżące wydatki na bibliotekę są pokrywane ze "standardowych" wpływów podatkowych (z podatku od nieruchomości), to wszelkie modernizacje, rozbudowy, poszerzenie zakresu usług, muszą być poprzedzone zgodą mieszkańców na podwyższenie stawki lokalnego podatku. Niekiedy lokalne władze finansują większe inwestycje (np. budowę nowej biblioteki - jak w Champaign), emitując obligacje, których wykup podatnicy opłacają w dłuższym terminie. 

Istnienie biblioteki publicznej i zakres jej usług jest więc wynikiem ciągłego procesu negocjacji oraz społecznego, politycznego i ekonomicznego kompromisu zawieranego na poziomie lokalnym. Dlatego amerykańscy bibliotekarze, mogąc przegrać wszystko, nie mogą spać spokojnie i szukają przyjaciół biblioteki, aktywnie pozyskują fundusze i proponują użytkownikom nowe usługi, poszerzające ofertę biblioteki. Często też zawierają koalicje z instytucjami lub grupami społecznymi, w celu wywarcia presji na swoich politycznych reprezentantach. Wszak czytelnicy bibliotek także są wyborcami.

Taki sposób finansowania ma też swoje wady: zakres i jakość usług konkretnej biblioteki zależą dość bezpośrednio od zamożności mieszkańców, szczególnie od wartości posiadanych przez nich nieruchomości. Dodatkowe fundusze federalne (jak dostęp do baz danych w bibliotece w Arlington), czy stanowe (transport książek pomiędzy bibliotekami w systemie "Lincoln Trail") są dostępne tylko w związku ze specjalnymi programami lub gdy władze stanowe uchwalą wsparcie dla projektu, którego realizacja wykraczałby poza mandat lokalnych władz i ich zdolności finansowych.

Pewnym problemem takiego systemu finansowania bibliotek jest sytuacja, gdy z biblioteki jednego okręgu podatkowego chcą korzystać mieszkańcy z innych okręgów, a biblioteki nie należą do systemu wymiany zbiorów. Rozwiązanie jest stosunkowo proste: na podstawie procentowego udziału budżetu biblioteki w budżecie lokalnym wylicza się kwotę, jaką rocznie płacą w podatku mieszkańcy na utrzymanie swojej biblioteki. Użytkownicy spoza okręgu mogą korzystać z biblioteki po uiszczeniu (oszacowanej najczęściej ryczałtowo - od rodziny) tak wyliczonej opłaty. Przykładowo użytkownicy spoza okręgu podatkowego miasta, chcący korzystać z biblioteki w Paris, muszą wnieść roczną opłatę w wysokości ok. 20$, ale już w Kankakee opłaty (karta rodzinna, dla seniora, dla studenta) wynoszą odpowiednio 150, 90 i 65$. 


Tu ważna uwaga - przez "korzystanie z biblioteki" rozumie się tu wypożyczanie materiałów na zewnątrz. W odwiedzonych przez nas bibliotekach każdy obywatel, niezależnie od tego gdzie mieszka i czy posiada kartę biblioteczną, może skorzystać z zasobów biblioteki na miejscu i najczęściej z darmowego dostępu do Internetu.

Ciekawą i pożyteczną konsekwencją mocno zdecentralizowanego ustroju administracyjnego USA jest możliwość stosunkowo łatwego aranżowania współpracy pomiędzy bibliotekami różnego rodzaju i uniknięcie "resortowości". System "Lincon Trail", łączący różne typy bibliotek (publiczne, stanowe, uniwersyteckie), umożliwiający fizyczne przesyłanie materiałów, jest możliwy dzięki znacznej autonomii poszczególnych jednostek administracyjnych (bo lokalni podatnicy chcą finansować udział w systemie!) oraz pewnej interwencji władz stanowych, finansującej "pocztę biblioteczną".

Remigiusz Lis, Biblioteka Śląska


CyberNawigatorzy na start!

Przy okazji naszego pobytu w Chicago mieliśmy okazję spotkać się z przedstawicielami Fundacji Biblioteki Publicznej w Chicago - Chicago Public Library Foundation. Usłyszeliśmy o wielu ciekawych projektach i pomysłach, które mogą być pomocne dla polskich bibliotekarzy. Na początek słów kilka o „CyberNawigatorach”.

Bibliotekarska praktyka w Chicago pokazała, że tzw. „reference librarians”, czyli bibliotekarze zajmujący się udzielaniem informacji, przeznaczali zbyt dużo czasu na pomaganie użytkownikom w zdobywaniu umiejętności korzystania z komputerów i Internetu. Stąd też wzięła się idea tzw. "CyberNavigators", czyli wysoko wyszkolonych korepetytorów - instruktorów, uczących podstaw obsługi komputera, wykorzystywania poczty elektronicznej, poruszania się w sieci i szukania informacji on-line. Według najnowszych danych z listopada 2010 r., „CyberNawigatorzy” działają w 42 lokalizacjach na terenie 75 filii chicagowskiej biblioteki publicznej.

CyberNavigators pracują na pół etatu, 20 godzin tygodniowo. Są to zwykle studenci, często szkół bibliotekarskich, którzy wiedzą, jak poruszać się w Internecie i jak sprawnie docierać do informacji. Spora część posiada dobrą znajomość języka obcego, np. hiszpańskiego lub chińskiego. Ich działania zorientowane są na konkretne potrzeby zgłaszane przez mieszkańców społeczności lokalnych. Spotykają się więc z ludźmi w tzw. "community rooms", gdzie prowadzą szkolenia indywidualne i grupowe. Spotkania indywidualne należy umawiać z wyprzedzeniem i mogą one trwać do godziny. Największe zapotrzebowanie na usługi CyberNavigators obserwuje się w zakresie udzielania pomocy tym wszystkim, którzy szukają pracy i nie wiedzą, jak poprawnie napisać CV lub wypełnić elektroniczny formularz - jest to około 60% całej pracy CyberNavigators. Ich pomoc jest potwierdzeniem tezy wygłoszonej na naszym spotkaniu w American Library Association przez Michaela Dowlinga – dyrektora Biura ds. Kontaktów Międzynarodowych - więcej ludzi potrzebuje bibliotek, gdy nastają trudne czasy. Osobom dotkniętym skutkami kryzysu biblioteki publiczne oferują bezpłatny dostęp do Internetu, poradnictwo różnego typu, pomoc w poszukiwaniu pracy itp. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w USA większość zgłoszeń do nowej pracy wypełniana jest elektronicznie. W przypadku najbardziej atrakcyjnych ofert zawodowych lub tych najpopularniejszych (np. w znanych sieciach handlowych) nie ma innej możliwości przesłania CV i listu motywacyjnego oprócz zgłoszenia drogą elektroniczną. Oznacza to, że osoba poszukująca pracy (np. na stanowisku sprzedawcy) powinna posiadać umiejętność nie tylko podstawowej obsługi komputera, lecz także poruszania się po serwisach z ofertami pracy, wypełniania internetowych aplikacji, opracowywania dokumentów elektronicznych i zwięzłego (konkretnego) formułowania myśli.

Za pośrednictwem Fundacji Biblioteki Publicznej w Chicago program CyberNavigators wspierany jest przez Bank of America, the Polk Bros. Foundation, the Grant Healthcare Foundation oraz wielu indywidualnych fundatorów. Koszt programu realizowanego w Chicago szacuje się na 1,6 mln dolarów rocznie.

dr hab. Katarzyna Materska,  Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy, Uniwersytet Warszawski

BiblioLab wylądował!

16 grudnia, ok. 16.45 czasu polskiego wylądowaliśmy na Lotnisku Chopina w Warszawie. Nasza wizyta w USA dobiegła końca.

Nie znaczy to, oczywiście, że nasza relacja także dobiega końca. Mamy dla Państwa jeszcze wiele informacji, wrażeń, zdjęć, pomysłów, przemyśleń i ciekawostek, którymi nie zdążyliśmy się dzielić na bieżąco. Program wizyty był bardzo intensywny i nasze relacje z konieczności były nieco spóźnione. Na blogu znajdą się posty dotyczące miejsc jeszcze przez nas nieopisanych, a ponadto bank pomysłów do wykorzystania i ... inne atrakcje.

Zapraszamy do śledzenia informacji od BiblioLab.pl!

wtorek, 14 grudnia 2010

Wszystko dla studenta

Na trasie naszego wyjazdu nieprzypadkowo znalazła się biblioteka Uniwersytetu Illinois w Urbana-Champaign. Wielkość tego publicznego uniwersytetu mierzy się nie tylko rozległością ogromnego kampusu z własnymi autobusami, ale także liczbą 20 laureatów Nagrody Nobla, głównie dla badaczy z zakresu fizyki, chemii i medycyny oraz 20 zwycięzców nagrody Pulitzera. 

Uniwersytet szczyci się także jednym z najlepszych programów w zakresie bibliotekoznawstwa i informacji naukowej, a programy na poziomie studiów magisterskich i doktorskich prowadzone w tzw. GLIS (Graduate School of Library and Information Science. The iSchool at Illinois) cieszą się najwyższą reputacją w USA. Ponadto jednostka Bibioteki Uniwersytetu w Urbana Champaign (tzw. Mortenson Center) znana jest w świecie jako Centrum, które organizuje międzynarodowe programy dla bibliotekarzy spoza USA. Temat przewodni programu na rok 2011 to: Bibliotekarze jutra: komunikacja i przywództwo (zob. www.library.illinois.edu/mortenson/).





Główna Biblioteka powołana została przez stan Illinois w 1929 r. w celu wspierania uczenia się (co widnieje na frontonie zabytkowego budynku). W miarę rozrastania się Uniwersytetu i jego społeczności akademickiej stworzono system bibliotek specjalistycznych, wydziałowych, które tworzą jedną z największych na świecie publicznych kolekcji akademickich, liczącą 12 milionów woluminów. Biblioteka posiada 20 bibliotek wydziałowych.

Specjalnie dla studentów studiów pierwszego stopnia (licencjackich) stworzono tzw. Undergraduate Library. Czas naszej wizyty zbiegł się z terminem egzaminów jesiennych, a więc studentów wita przy wejściu do biblioteki informacja, że w okresie egzaminacyjnym biblioteka jest czynna cały czas i nie zostanie zamknięta dopóki nie opuści jej ostatni student.



Biblioteka podzielona jest wyraźnie na dwie strefy – na piętrze wyższym udostępnia przestrzeń do pracy grupowej, spotkań i rozmów z przyjaciółmi. Sprzyjają temu duże stoły, czasem wyposażone w komputery. Jest to więc miejsce, w którym może być nieco głośniej. Istnieją także pokoje do pracy grupowej (do 6 osób). Parter pozostaje przestrzenią do pracy cichej. Reguły są więc jasne.






Z zasobów Undergraduate library student za pomocą swojej I-karty może pożyczać książki, filmy oraz gry wideo. Książki wypożyczane są do 4 tygodni i nie ma limitu liczby wypożyczanych książek. Filmy i gry wypożycza się na 1 tydzień. Użytkownicy mogą też zadawać bibliotekarzom najdziwniejsze pytania, które nie należą do łatwych :


W ramach realizacji programu upowszechniającego czytelnictwo w stanie Illinois dla studentów rozstawiono w bibliotece stelaże, z których studenci mogą pobrać bezpłatne egzemplarze takich gazet jak: The New York Times; USA Today oraz Chicago Tribune.
W bibliotece głównej przy wejściu do ogromnej Czytelni Podręcznej z 10-tysiecznym zbiorem zaskakuje nas biała tablica, w której centrum ktoś z bibliotekarzy postawił pytanie: Co możemy zrobić, by zmienić lub udoskonalić to pomieszczenie? Wokół pytania sporo różnych dopisków z pomysłami.


Może warto spróbować i zastosować te prostą metodę i w naszych bibliotekach?

dr hab. Katarzyna Materska,  Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy, Uniwersytet Warszawski


poniedziałek, 13 grudnia 2010

Media Center – pod tą nazwą poznajemy prowincjonalną bibliotekę szkolną w Paris

„Paryski” szlak Bibliolabu obejmuje wizytę w miejscowej szkole (jednocześnie podstawowej i gimnazjalnej) Crestwood i – oczywiście – w szkolnej bibliotece. Zarówno cała szkoła, jak i biblioteka szkolna, a także wszystkie osoby, które spotykamy, z miejsca wzbudzają naszą sympatię. 

Jesteśmy na prowincji, mamy więc do czynienia z dość tradycyjnymi placówkami edukacyjnymi. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się, by biblioteka – mimo ambitnej nazwy Media Center – była szczególnie zaawansowana technologicznie. Dyrektor szkoły oprowadza nas po wszystkich pomieszczeniach, klasach i korytarzach – niezwykle miły pan, któremu najwyraźniej wielką frajdę sprawia zarówno praca z dziećmi, jak i wizyta polskich bibliotekarzy. Pokazuje nam swój krawat ze świątecznym wzorkiem i pozytywką (muzyczny motyw bożonarodzeniowy), demonstruje też zabawki dla najmłodszych (w Crestwood jest miejsce do zabawy dla przedszkolaków).

Przechadzamy się po szkolnych korytarzach i uderza nas, że tutaj cała szkoła (a nie tylko biblioteka szkolna) promuje czytelnictwo wśród dzieci i młodzieży. Na ścianach wiszą plakaty zachęcające do czytania i dekoracje tematycznie związane z książką i biblioteką.





Bibliotekę odwiedzamy w chwili, gdy zaczynają się zajęcia dla uczniów z edukacji czytelniczej i medialnej. Bibliotekarka pokazuje dzieciom film - zwiastun wideo o książce, która następnie będzie omawiana. Notabene – jest to książka w Polsce bardzo znana i popularna – Suzanne Collins: Igrzyska śmierci, polski book trailer - http://www.youtube.com/watch?v=lbPOCp3-kOg). Zwiastuny książek są tu często wykorzystywane w tego typu zajęciach - są dostępne za darmo w YouTube lub na stronach wydawców. Podczas zajęć wykorzystywane są również programy do nauki efektywnego czytania („Reading Plus”) i do bezwzrokowego pisania na klawiaturze, stanowiącego integralną część wykształcenia w szkołach w USA. Każda klasa przychodzi do biblioteki na zajęcia raz w tygodniu.






Biblioteka posiada bogaty księgozbiór dla dzieci i młodzieży, lecz – co ciekawe – nie ma lektur szkolnych do obowiązkowego czytania. Lektury są zmagazynowane w specjalnych pojemnikach, w oddzielnej sali i na życzenie nauczyciela przynoszone do biblioteki i stąd jedynie wypożyczane. Bibliotekarka wprowadza je również do katalogu. Ewidentnie jednak udostępnianie lektur nie stanowi istotnej części jej pracy!




Przy wejściu do biblioteki stoi znajomy szufladkowy katalog biblioteczny. Nad nim (być może przypadkiem, być może celowo – nie wiemy) zawieszono plakat z filmu „Przeminęło z wiatrem” ;).


Plakaty filmowe stanowią zresztą znaczącą część dekoracji biblioteki (cała jedna ściana). Są to jednak plakaty promujące jedynie filmy, które są ekranizacjami książek, dostępnych zresztą w bibliotece. Bibliotekarze w USA, na co dzień pracujący z młodzieżą, wiedzą, że można zachęcić do czytania poprzez odniesienia do tak znaczących we współczesnej kulturze zjawisk, jak popularne ekranizacje bestsellerów (np. cykl z Harrym Potterem).


Zauważamy ciekawy pomysł biblioteczny - indywidualne zakładki do książek dla każdego ucznia, imienne i opatrzone kodek paskowym. Pomagają przy szybkim wypożyczaniu – bibliotekarka kładzie obok siebie książkę z jej kodem kreskowym, indywidualną zakładkę ucznia (z jego kodem) i dwoma kliknięciami książkę wypożycza! Taka zakładka – wstawiana na półki podczas wyszukiwania książek - pomaga również utrzymać porządek w bibliotece…


Ważną rzeczą w tutejszej bibliotece jest dobry kontakt z czytelnikami. Bibliotekarka zachęca uczniów do czytania, jednocześnie podkreślając, że jest to bardzo odpowiedzialne zadanie. Opracowała coś w rodzaju specjalnego uczniowskiego „manifestu" czytelniczego. Jego tekst został wydrukowany (a także napisany ręcznie) i wywieszony w kilku miejscach w bibliotece. Czytamy w nim: „Czytanie jest radością, przywilejem i prawem każdego ucznia. Wybierając książkę do czytania, musisz mieć świadomość tego, że nie każda książka będzie dla ciebie dobra. Jeśli treść książki do ciebie nie przemawia lub w jakikolwiek sposób obraża twoje uczucia, zwróć ją, proszę, i wybierz jakąś inną. Sam rozpoznasz najlepiej, które książki ci służą, które odpowiadają twoim wymaganiom, umiejętnościom lub przekonamiom”.


Bibliotekarka podkreśla wagę współpracy biblioteki z rodzicami dzieci i innymi mieszkańcami miasta. Rodzice wspierają bibliotekę darowując zbiory, lecz także pomagając w pozyskiwaniu funduszy (np. sprzedają książki na kiermaszach, przekazują środki finansowe). Inni mieszkańcy uczestniczą w zajęciach bibliotecznych, np. głośnym czytaniu książek. Biblioteka współpracuje także ze starszą młodzieżą, która recenzuje i ocenia nowe książki – tę formę współpracy poznaliśmy już w Arlington, wydaje się więc powszechnym zwyczajem w amerykańskich bibliotekach.

Inny pomysł biblioteczny to „stół chaosu” – specjalne miejsce, gdzie książki pozornie rozrzucone bezładnie na stole mają kusić i bardziej przemawiać do wyobraźni młodych czytelników niż tytuły porządnie poustawiane na półkach i uszeregowane wg Klasyfikacji Dziesiętnej Deweya :). Świetny i prosty pomysł!
Podobnie jak poprzednie biblioteki, które odwiedziliśmy, również biblioteka szkolna w Crestwood została dotknięta redukcjami budżetu. Pytamy o zapatrywania bibliotekarki na temat udostępniania e-booków wraz z czytnikami. Oczywiście chciałaby, ale… brakuje na to pieniędzy.

Agnieszka Koszowska, FRSI
dr Michał Zając, Uniwersytet Warszawski. Instytut Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych 




niedziela, 12 grudnia 2010

Spolecznościowość 1.0 w amerykańskich bibliotekach

Siła amerykańskich bibliotek polega chyba głównie na ich społecznościowości. I to nawet nie tej elektronicznej, tylko tej biorącej się z jednej strony (bibliotekarskiej) z poczucia obowiązku wobec społeczności lokalnej, której się służy. Społeczności mają zaś, jak się wydaje, silne poczucie „posiadania” biblioteki. 

Wyrazem pierwszego zjawiska – niesłychanie uderzającym! – są deklaracje bibliotekarzy na temat źródeł finansowania ich placówek. Nikt tutaj nie mówi: „Dostałam pieniądze od Powiatu / Marszałka /  Burmistrza / Prezydenta”. Bibliotekarki mówią: „Dzięki podatkom naszych mieszkańców mogliśmy wybudować naszą bibliotekę”, „dzięki podatnikom z naszego powiatu mamy taki a taki fundusz finansowy”. 

Sama społeczność zaś uznaje potrzeby biblioteki i dba o ich zaspokojenie. Dzieje się to na różnych poziomach. Z jednej strony – bardzo rozpowszechniony jest wolontariat. Biblioteka w Champaigne w stanie Illnois pozyskała 15 TYSIĘCY godzin pracy wolontariackiej w zeszłym roku! Z drugiej strony mieszkańcy gotowi są – i tak stało się w Champaigne – zaakceptować podwyżkę podatków (od zakupów i telekomunikacyjnego) na rzecz zbudowania nowego budynku biblioteki. 

Czy wreszcie - z trzeciej strony :) - zdarza się nawet, że mieszkańcy własnym sumptem, bezpośrednio zaopatrują bibliotekę w książki (np. oddają nowe książki po pierwszym przeczytaniu) i wyposażenie, takie jak meble (miasteczko Chrisman). Chyba więc jest tak, że społecznościowa biblioteka 2.0 łatwiej może wyrastać właśnie tutaj, w USA. Kraju, gdzie od prawie zawsze były biblioteki społecznościowe 1.0 …

dr Michał Zając, Uniwersytet Warszawski. Instytut Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych


sobota, 11 grudnia 2010

Chrisman Public Library czyli jak społecznie stworzyć publiczną bibliotekę


9 grudnia. Odwiedzamy bibliotekę publiczną w małej miejscowości Chrisman (1318 mieszkańców). Chrisman Public Library istnieje od 1957 roku. Do 2004 r. funkcjonowała w budynku Rady Miejskiej, a następnie miejscowego kościoła. Obecnie biblioteka mieści się w nowym budynku, prawie w całości zaprojektowanym i wyposażonym przez społeczność lokalną.

Zbiory biblioteki (ok. 14 tys. książek, czasopisma, mikrofilmy, DVD i kasety wideo) to w zdecydowanej większości dary od mieszkańców Chrisman, którzy ufundowali także 4 komputery. Elementy wyposażenia (altanka, kominek, przepiękne świąteczne dekoracje) także zostały sfinansowane lub wykonane przez miejscowych dobroczyńców i artystów. Ponadto remont i przebudowa budynku biblioteki w  znacznej mierze zostały przeprowadzone w ramach prac społecznych. Biblioteka utrzymuje się z lokalnych podatków od nieruchomości, darów, lecz ma także inne źródła finansowania, np. loterie fantowe.

Liczba zarejestrowanych czytelników z Chrisman w 2009 roku wyniosła 435 osób (jest to ponad 33% mieszkańców,) ponadto użytkownikami biblioteki są osoby zamieszkałe w okolicznych miejscowościach, które płacą roczną opłatę w wysokości 20$ od rodziny. Z księgozbioru biblioteki w Chrisman korzystają także inne biblioteki należące do systemu Lincoln Trail w ramach wypożyczeń międzybibliotecznych - co ciekawe, często pożyczają one... kasety wideo.

Efekt tych społeczno-bibliotecznych działań zapiera dech w piersiach. W bibliotece można podpatrzeć mnóstwo pomysłów na zaprojektowanie wnętrza - począwszy od cytatów ze znanych autorów, które  widnieją na ścianach jako paski ozdobne, a skończywszy na wymyślnych świątecznych dekoracjach. Zobaczcie sami!

Stanowiska komputerowe z dostępem do Internetu oraz systemu Lincoln Trail 

Agnieszka Koszowska, FRSI